Air – Le voyage dans la Lune
Virgin, 2012
Air to na luzaku jeden z najnudniejszych zespołów w historii. Le voyage dans la Lune miało jednak olbrzymią szansę zmienić moją opinię na temat francuskiego duetu. Koncept jest znakomity. Album to ścieżka dźwiękowa pod Podróż na Księżyc Mélièsa, film z 1902 roku. Inspiracja akurat tym obrazem daje spore pole do popisu w kwestii psychodeliczno-vintage’owej elektroniki o kosmicznym charakterze, przepełnionej dźwiękami udającymi elementy światów science-fiction. W praktyce nie jest tak fantastycznie, jak można było się spodziewać, ale też trudno powiedzieć o nowym wydawnictwie coś jednoznacznie złego. Ot, klasycznie nieinwazyjne Air.
Podróżując po zakamarkach psychodelii z kalifornijskimi narkonautami, którzy upodobali sobie kasety i limitowane winyle, wyrobiłem sobie pewne oczekiwania co do gwiezdno-muzycznych podróży. Air nie jest w stanie im sprostać, przedstawiając wizję maksymalnie ugrzecznioną i wypolerowaną aż do srebrzystego błysku. Ładny to soundtrack, urzekający swoim marzycielstwem i nieco wzruszającym tonem, ale nie potrafiący w ciągu swojego trwania wywołać emocji, które po jego przesłuchaniu postałyby w słuchaczu. Na Księżyc dostajemy się więc nie rakietą, a windą. Najjaśniejszym punktem nagrania zdecydowanie jest stanowiąca centralny punkt “Sonic Armada”. Utwór łączący pierwszorzędnie mechaniczną motorykę z odrealnionymi warstwami generowanych elektronicznie dźwięków trwa wystarczająco długo, by w pełni się rozwinąć i swoją repetycją wywołać pożądany efekt. Cała reszta, wahająca się gdzieś między silverapplesowskim rytmem a pinkfloydowską tajemnicą, przelatuje przyjemnie koło ucha. Pozostaje tylko na koniec pytanie: “to wszystko?”.
Łukasz Warna-Wiesławski, 7 lutego 2012 o 13:40




Komentarze