Die Antwoord – Ten$ion
ZEF, 2012
Koncept południowoafrykańskiej trupy hiphopowej czerpiącej z elementów swojej kultury jest niezły. Flirt z elektroniką, szczególnie tą lekko zapomnianą, kiczowatą i tak ochoczo dzisiaj odkrywaną na nowo też jest w cenie. Za Die Antwoord ciągnie się jednak łatka zespołu komediowego, która nie pozwala podejść na poważnie do ich twórczości. Ot, kolejny projekt satyryka Watkina Tudora Jonesa. W dodatku dużo ciekawszy i spójniejszy wizualnie niż muzycznie. Drugi krążek dziwacznego kolektywu aspiruje do bycia “normalnym” albumem, ale sposób, w jaki rapują Ninja i Yolandi, choć technicznie ciekawy i satysfakcjonujący w kontraście między hardym cwaniactwem a łobuzerską słodkością, dopełnia tylko groteskowy obraz wielopoziomowego żartu.
Przed skasowaniem folderu z dysku Ten$ion bronią ewidentne highlighty. Ba, trudno mi nawet powiedzieć żeby była to słaba płyta. Po usłyszeniu “I Fink U Freeky” obudziła się we mnie nadzieja, że może to być nawet całkiem porywający materiał, zgrabnie łączący wiksę w stylu The Prodigy z głupkowatym rapem. Chciałoby się żeby ten kawałek nadawał ton. Jego energia znakomicie nadawałaby rozpędu reszcie utworów, a eksplozja poprzedzona nerwowym narastaniem tempa powoduje natychmiastowy skok adrenaliny. Będzie szał na letnich festiwalach, to pewne. Flow jednak doszczędnie niszczą beznadziejne skity (relacja lolitki z jej “wujaszkiem” w “Uncle Jimmy” czy prymitywny popis w “DJ Hi Tek Rulez”, miało być niesmacznie i jest). Na szczęście na każdą słabą minutę i niepotrzebne wykorzystanie amerykańskiej kliszy (taki cytat z Ludacrisa w 2012 roku?), przypada całkiem niezły beat. Z tych, najciekawiej prezentują się “Fatty Boom Boom”, który plemiennością bębnów dobrze współgra z gangsterskim szczebiotaniem oraz “U Make a Ninja Wanna Fuck”, posługujący się bez wstydu trance’owymi klawiszami. Mam słabość, co zrobić.
Die Antwoord jest niemniej niespełnioną obietnicą. Przy takim image’u, Ten$ion powinno swoją radykalnością rzucać na kolana. Nie da się tego zrobić kilkoma wulgaryzmami i paroma przyzwoitymi kawałkami. Ciekawość i potrzeba nowości zaspokojone na dwa kwadranse, można już zapomnieć do czasu kolejnego wideoklipu.
Łukasz Warna-Wiesławski, 22 lutego 2012 o 17:34




Komentarze