Evian Christ – Kings and Them
Tri Angle, 2012
Ok, to zbawiamy internet. Na początek, kradniemy tła od Tima Heckera czy Grouper. Wycinamy ładny, bardziej melodyjny fragment i zapętlamy. Na klimatyczną teksturę rzucamy beat gdzieś na wpół drogi między tym co dzieje się obecnie w muzyce basowej a hip hopem. Do tego odrobina footworku. Pracę uzupełniamy jakimś mainstreamowym rapem, niech koleś gada coś o pieniądzach i dziwkach. Może być Tyga. To nie ważne, bo i tak nałoży się na to jakiś dobry filtr. Powtarzamy kilka razy stosując różne źródła.
Tym sposobem internetową sensacją stał się Evian Christ, młody producent z Wysp, który zaledwie parę dni temu wrzucał swoje kawałki na kanał YouTube, a dziś ma już kontakt z najlepszymi. To nie jest jego pełnoprawny album, to zaledwie zalążek pewnej kreacji. Można się śmiać, zbyć Kings and Them jako prostackie kolaże niedoświadczonego amatora, ale łatwo też zrozumieć w czym tkwi siła tej muzyki i jaki kierunek zamierza obrać Brytyjczyk. Nic dziwnego, że zainteresowało się nim Tri Angle, najbardziej fascynujący z niezależnych labeli.
Łatwo postawić te frapujące dźwięki koło Clams Casino, ale pomimo wspólnej dla obu brzmień aury niepokoju, trudno jednak dostrzec wyraźniejszy hip hopowy rdzeń. Ponadto wokale są tu używane wyłącznie jako ozdobnik i bliżej im do funkcji, jaką pełnić mogą w muzyce basowej, która ma niezaprzeczalny wpływ na ten twór. Stąd równie dobrze za punkt odniesienia można uznać działalność Travisa Stewarta czy idąc tropem odrealnionego świata powstałego w wyniku fascynacji psychodelią – Forest Swords. Evian Christ ma potencjał, by nagrać coś pięknego. Wierzę w tego chłopaka, wynalazł dobrą formułę.
Łukasz Warna-Wiesławski, 3 lutego 2012 o 7:51





Komentarze