Ital – Hive Mind
Planet Mu, 2012
Daniel Martin-McCormick to jedna z najbardziej fascynujących postaci młodej sceny. Po osiągnięciu wszystkiego, co było do osiągnięcia w undergroundowej muzyce rockowej z Black Eyes i Mi Ami (Steal You Face zbrodniczo przeoczona płyta!), z właściwą sobie werwą bardzo szybko wyrobił famę w światku elektronicznym. Jego długogrający debiut nie budzi jednak takiego entuzjazmu, jak poprzedzające go single. Początkowy zachwyt nieco wyparował po kilku przesłuchaniach i ułożeniu sobie w głowie wszystkich dziwnych dźwięków, jakie się na krążku pojawiają. A jest ich sporo. Już na dzień dobry Amerykanin serwuje zacinającą się Lady Gagę z “Born This Way”, której w pół zdania przerywa nagle Whitney Houston.
Hive Mind przynosi pięć zupełnie nowych utworów i choć u podstawy jest to muzyka house, to jednak dominuje zupełnie nietaneczny, idm-owy charakter. Z poprzednimi wydawnictwami pod szyldem Ital łączy ją podobnie brudne brzmienie (rzekomo sample cięte są żywcem z youtube), ale tym razem ucieka gdzieś ta młodzieńcza energia, która fascynowała w dwunastkach dla 100% Silk. W zamian, jednostajne beaty otula warstwa kosmicznych tekstur rodem ze złych tripów. Mówiąc bardziej wizualnie, mash up Katamari Damacy z Resident Evil.
Więź z rozrywkowym profilem sprzed kilku miesięcy nawiązuje “Floridian Void” oparte na podobnym do “Ital’s Theme”, świetliście brzmiącym syntezatorze i jest to zdecydowanie najlepszy punkt albumu. Po raz pierwszy wtedy, na krażku osiągnięty zostaje idealny balans między pierwiastkiem deep/micro/whatever house’owym, a odrealnionymi płachtami gwiezdnych przestrzeni, które w końcu przyjmują piękne barwy, gdy utwór rozkwita w pełni w kolejnych minutach.
Mimo aury nowości, jaka towarzyszy zajawce psychodelicznego podziemia na muzykę klubową, pełny album Itala brzmi przez to niezwykle staro. Ni to lata 90-te, ni to remiksy krautów. Martin-McCormick eksperymentując zrobił wiele, by utrudnić zrozumienie. Niespodziewany przerywnik w postaci mrocznego “Privacy Settings” w stylu ambientowych eksperymentów Autechre czy footworkowe inspiracje “Doesn’t Matter (If You Love Him)” zaskakują, ale co najbardziej przeszkadza w pełnym odbiorze Hive Mind to jego flow. Mimo wielu ciekawych momentów każdy utwór zdaje się być totalnie od siebie oderwany, mocno przeszkadzając w odbiorze. Ciekawe momenty ratują krążek, ale nie jest to pozycja, do której będzie się wracać po odkryciu wszystkich sekretów.
Łukasz Warna-Wiesławski, 15 lutego 2012 o 18:09




Komentarze