• Aktualności
  • Blog
  • Koncerty
  • Recenzje
  • Artykuły
  • Wideoklipy

Warto sprawdzić

Blawan wydaje nową EP-kę, są ripy kawałków!
Flying Lotus gra nowe kawałki!

LA Vampires

Spotkanie z Amandą i Brittem Brown było dla mnie ważne z dwóch powodów. Przede wszystkim, Pocahaunted to jeden z moich ulubionych zespołów i na pewno jeden z ważniejszych dla rozwoju mojego gustu. Formacja natchnęła mnie do poszukiwań w nieco mniej oczywistych rejonach i zapoczątkowała nawyk sprawdzania rozmaitych limitowanych kaset oraz winyli. Po drugie, dwa lata temu starałem się wraz z Krzyśkiem Michalakiem z Porcysa zorganizować koncert w Poznaniu. Niestety manager zdecydował się na kolejną datę w Niemczech, mimo że mieliśmy wszystko dopięte na ostatni guzik, a tuż po zakończeniu trasy, grupa się rozpadła. Nawet nie wyobrażacie sobie więc z jaką radością przywitałem informację o tym, że LA Vampires, nowe wcielenie Pocahaunted, pojawią się na tegorocznym Unsoundzie.

To chyba nie był wasz zwyczajny skład podczas wczorajszego koncertu?

Amanda: Zazwyczaj gramy w trójkę, razem z Nickiem [Malkinem, z projektu Queen Victoria, ma na koncie świetną kasetę There Will Come Soft Rains w Stunned - przyp. red.], ale tym razem nie mógł się z nami pojawić. Daleka podróż, dodatkowe bilety lotnicze oraz problemy logistyczne sprawiły, że zdecydował się zostać w kraju. Poprosiliśmy więc Damona i Daniela [muzycy Mi Ami grali również na festiwalu jako Ital i Magic Touch - przyp. red.] o zastąpienie go. Na żywo gramy house’owo, gramy tanecznie, ale chłopaki dodali do tego występu niesamowicie elektryzującej i nieco dziwnej energii. Mieliśmy dużo szczęścia, że są tak świetnymi muzykami, bo odbyliśmy tylko jedną próbę. Bardzo szybko załapali o co nam chodzi i nieźle się zgraliśmy.

Britt: Damon miał początkowo grać na automacie perkusyjnym Rolanda, TR-707. Sprzęt zepsuł się jednak w dniu koncertu. Okazało się, że w sali prób są dwa zestawy perkusyjne, a że jest on świetnym perkusistą, zaproponował, że spróbuje zagrać na jednym z nich. Wyszło świetnie. W sumie, była to jedyna okazja, by zobaczyć taki koncert LA Vampires.

Amanda: To bardzo ekscytujące dla nas, grać z Damonem i Danielem. Przyjaźnimy się, uwielbiamy ich muzykę i mam nadzieję, że któregoś dnia to powtórzymy. Pewnie nieprędko, ale kiedyś na pewno.

A powiedzcie skąd ta miłość do muzyki house? Coraz więcej artystów z katalogu Not Not Fun, kojarzonego raczej z muzyką eksperymentalną, zaczyna poruszać się w coraz bardziej przystępnych rejonach.

Amanda: Niektórzy z muzyków, z którymi pracujemy, wciąż ewoluują. Myślę, że dla nich ważne jest to samo, co dla ludzi nienagrywających, fanów, czyli utrzymanie muzyki witalną i świeżą tak, jak to tylko możliwe. W przypadku muzyki house’owej bardzo kuszący jest aspekt wprawiania publiki w taniec, otrzymania włożonej w set energii z powrotem. To nie jest tak, że ktokolwiek z nas odwraca się stanowczo od dronów czy też ambientu. To raczej nowy ruch, rozwijający się powoli, ale stabilnie, w którym muzycy próbują zestawić swoją psychodeliczno-eskperymentalną przeszłość z muzyką taneczną i zobaczyć co z tego wyjdzie. Efektem jest dwugłowa hybryda. Dostajemy sporo nowego materiału od muzyków których już wydawaliśmy i cieszy to, że próbują oni zrobić coś nowego, opartego na beacie i tanecznym charakterze lub po prostu piosenkowej strukturze. Zachęcamy ich do tych poszukiwań.

Britt: Moim zdaniem artysta od czasu do czasu powinien narzucić sobie inny tryb pracy. Jeśli nagrywasz cały czas eksperymentalne lo-fi, może powinieneś nagrać chociaż raz coś w hi-fi. Jeśli komponujesz cały czas długie utwory, spróbuj z formą piosenkową. Piszesz chwytliwe piosenki popowe, nagraj coś bardziej skomplikowanego. Warto wyrwać się z tej rutyny. Za każdym razem, kiedy jeden z naszych artystów robi coś takiego, bardzo się radujemy.

Amanda: Większość z nas i tak poruszała się w obszarze muzyki elektronicznej, często opartej na beatach, ale nie tanecznej. Myślę, że muzyka taneczna jako gatunek trafia w naszym środowisku do mniejszej liczby osób, a house w szczególności jest dla bardzo specyficznej grupy. Jest niesamowicie popularny na świecie, ale w kręgach eksperymentalnych ludzie wolą nagrywać rzeczy ze smutnymi beatami, jakieś emocjonalne i elektroniczne indie. Wygląda to tak, że każdy kogo nakręca house, puka ostatnio do naszych drzwi. To bardzo przyjemne uczucie być swoistym mentorem dla tych muzyków, liderem powstającej sceny, bo naprawdę wierzymy w to co robimy i uważamy to za ważne. Chcemy zmienić trochę mentalność fanów, którzy nastawieni są wyłącznie na drony i eksperymenty. To będzie trudne, bo ta scena buduje bardzo silne więzy i mocno angażuje ludzi. To wspaniałe, ale nie wszyscy są otwarci na coś innego. Działamy z nowymi brzmieniami gdzieś od około roku i takim pomostem, który mamy nadzieję, że pomaga słuchaczom w zaakceptowaniu zmian jest Maria Minerva.

Maria zagrała na koniec swojego występu bardzo taneczny remix, to z jej nowej EP-ki w 100% Silk?

Amanda: Tak, chyba tak. Jest świetna w łączeniu estetyk hi-fi i lo-fi. Jako artystka jest w stanie zaskarbić sobie sympatię zarówno tego eksperymentalnego podziemia, które skupione jest wyłącznie na trudniejszej muzyce noise’owo-ambientowej, jak i słuchaczy wolących rzeczy bardziej piosenkowe. Chcielibyśmy żeby więcej muzyków potrafiło dokonać czegoś takiego, żeby ta przemiana była płynniejsza i wykształciła się mocna więź w stosunku do tych dwóch płaszczyzn.

A co z resztą postaci z 100% Silk? Sporo z pseudonimów widzę po raz pierwszy, czy to są artyści, którzy przysyłają swoje demówki czy też dawni współpracownicy ukrywający się pod nowymi aliasami?

Amanda: Część z nich to przyjaciele, którzy stawiają pierwsze kroki na nowej scenie i przyjmują nowe pseudonimy, reszta to swieży producenci, których odkryliśmy. Niektórzy z nich jak Daniel, nagrywający teraz jako Ital, są znani już od dłuższego czasu i można prześledzić ich ewolucję czy kolejne fascynacje.

Dobrze widać to na przykładzie Mi Ami.

Britt: Tak!

Amanda: Są wspaniali. A teraz nagrywają album dla Silk. Jest piękny i dziwny.

Uwielbiam ich Dolphins, to będzie coś w tym stylu?

Britt: Tak, może nawet nieco bardziej posunięte w tym syntetycznym kierunku.

Amanda: Wciąż jednak pozostaje u nich charakterystyczna punkowa energia. Kiedy patrzysz na Daniela podczas jego występów, widzisz jak bardzo chce się ruszać i szaleć. To bardzo wpływa na jego muzykę. Porównywaliśmy któregoś dnia jego występy z tym co robią inni DJ-e i jest odczuwalna różnica, kiedy gość za konsoletą stoi bez ruchu, po prostu puszczając kolejne kawałki. Daniel dzieli się energią z widzami, to promieniuje.

Łukasz Warna-Wiesławski, 8 grudnia 2011 o 5:51

« Blur spotkają się w święta i może coś nagrają

Patten – Glaqjo Xaacsso »

Komentarze

  • Popularni wykonawcy
  • Animal Collective
  • Bon Iver
  • James Blake
  • Lana del Rey
  • Radiohead
  • Scuba
  • The XX
  • Zola Jesus
  • Festiwale
  • Asymmetry Festival
  • San Miguel Primavera Sound
  • Selector Festival
  • Heineken Open'er
  • Dour Festival
  • OFF Festival
  • Tauron Nowa Muzyka
  • Unsound Festival
  • Menu
  • Aktualności
  • Blog
  • Koncerty
  • Recenzje
  • Artykuły
  • Wideoklipy
  • © 2010-2012 Niezal Codzienny
  • O stronie / Kontakt
  • RSS
  • Facebook
  • Google+
  • Twitter