Nippon no ongaku #4
Ponieważ nie jestem fanką numerowanych list, poniżej rankingi w których są sami zwycięzcy. Nie znajdziecie w nich raczej niczego, o czym wcześniej nie mogliście przeczytać na Niezalu, bo staramy się informować o tym, co się dzieje w japońskiej muzyce na bieżąco. Dlatego moim zadaniem było podsumować rok bez spinania się na wyszukiwanie rzeczy nieodkrytych, a przypomnieć o tym o czym wy mogliście zapomnieć w natłoku informacji.
Koreański zespół robiący karierę w Japonii roku:
Girls’ Generation
Sukces na drugim co do wielkości rynku muzycznym na świecie jest na tyle łakomym kąskiem, że każdy k-popowy wykonawca, który świeci triumfy w swoim kraju zostaje wysłany w pewnym momencie na podbój Japonii. Koreańskie wytwórnie na tyle poważnie biorą się za to zadanie, że wydają japońskojęzyczne debiutanckie albumy na które zwykle składają się “ulepszone” wersje największych przebojów danej gwiazdy. Ten proceder dotyczył również słynnego SNSD – girl bandu, który stał się flagową grupą k-popową, fenomenu w tym roku omawianego od Guardiana po Pitchforka. Dziewczyny mają wszystko co stanowi o sukcesie gatunku – wyidealizowany, przesłodki wizerunek bez słabości jak u anglosaskich ikon popkultury oraz prosty i uber-chwytliwy electropop.
Europejska trasa roku/reaktywacja roku:
Nisennenmondai (Primavera/ATP Nightmare Before Christmas)
Takie powroty cieszą jak nic innego. Dla tych którym ta nazwa niewiele mówi – to trzy japonki czerpiące garściami z tradycji no-wave’u i krautrocka swoimi umiejętnościami zawstydzające członków Battles, a przynajmniej tak twierdził Prefuse 73 w jednym z wywiadów. I raczej nie kłamał, bo autorzy tegorocznego “Gloss Drop” zrobili wokół trochę już nieco zapomnianej grupy sporo szumu zapraszając je na ATP. W raz z występem na Primaverze przed Echo & Bunnyman oraz wydaniem koncertówki dały nadzieje na nowy materiał, idealny na Wasze listy roczne.
J-popowy artysta roku:
Perfume
Tak, wiem, że niektórzy mają już dosyć tej grupy na Niezalu Codziennym, ale swoim albumem odwodniły, że olbrzymi hype jest w pełni zasłużony. Już od bardzo dawna nie było tak udanej próby wprowadzenia inteligentnego popu na listy przebojów, do tego, nie ukrywajmy, w oprawie spędzającej sen z powiek.
wyróżnienie w tej samej kategorii:
Saori@Destiny
Żałuję, że w historii muzyki rozrywkowej zużyto już termin power pop, bo idealnie by oddawał dynamiczny, wręcz nadpobudliwy styl produkcji będący hybrydą tysiąca wpływów od pełnego wachlarza dzisiejszej sceny klubowej po bigbeat.
Album Tokyo Jihen roku:
Dai Hakken
Jakkolwiek w stosunku do tego albumu pojawiają się często zarzuty, że nie jest zbyt spójny w porównaniu do poprzednich dokonań grupy Shiiny Ringo, to sporą niesprawiedliwością byłoby o nim nie wspomnieć. Wszak to najważniejsza alternatywna grupa w Japonii i każde jej wydawnictwo urasta do rangi wielkiego wydarzenia. I najgorsze w tym wszystkim, że całkiem przeciętna płyta w dyskografii Japończyków mogłaby być powiedzmy płytą dekady w Polsce…
Osobowość roku:
Kyary Pamyu Pamyu
Dla tych, którym teatralność Lady Gagi wydaje się za bardzo przewidywalna, na ratunek przybywa fashion bloggerka z Harajuku pod kuratelą samego Yasutaki Nakaty. Jej kariera przypomina trochę poczynania niejakiej Uffie – najpierw zachwyciliśmy się jej dopracowanym do perfekcji wizerunkiem, będącym skrzyżowaniem skrajnego kawaii z przerysowanym stylem decora. Zajęcie się muzyką było dla niej po prostu następnym szczeblem na drabinie bycia celebrytką, zaraz po własnej linii tuszów do rzęs. A autentyzm? Kogo to obchodzi, kiedy dostajemy dzięki temu tak dobre popowe single jak poniższe „PONPONPON”.
Andżelika Kaczorowska, 2 stycznia 2012 o 10:44




Komentarze