Windy & Carl – We Will Always Be
Jest w muzyce Windy & Carl coś, co budzi we mnie bardzo ciepłe odczucia. Projekt małżeński komunikując się dronami jest w stanie wyrazić w niezwykle szczery sposób wiele serdeczności, budując z bezkształtnych fraz familijny kokon otulający słuchacza przez ponad godzinę przyjemnymi szumami. We Will Always Be jest albumem w swojej strukturze skrajnie jednostajnym. Trudno rozróżnić poszczególne partie, które przeplatają się bardzo płynnie. Delikatnie drgająca gitara wynurza się i rozpływa w przeciągłym buczeniu, epatując błogim spokojem, podkreślanym przez pojedyncze dźwięki cymbałków niosące się długo w gęstwinie warstw. Tak jest praktycznie cały czas. Nie zmienia się nawet intensywność dźwięków tła, które ani przez chwilę nie gryzą w ucho, unosząc się tak zwiewnie, jak tylko się da. Całość ozdabiają folkowe miniaturki Windy, z intrem w postaci “For Rosa” i rozmazanych partii “Remember”.
Nie jest to płyta, której trzeba koniecznie posłuchać. Nawet wśród albumów ambientowych i dronowych znajdzie sie mnóstwo pozycji bardziej frapujących, poszukujących, złożonych czy po prostu głośniejszych i chwytających uwagę, ale lubię takie niezobowiązujące pozycje. Wydawane wyłącznie z potrzeby podzielenia się pewnymi emocjami, dopracowane (nie żebym krytykował podejście tej bardziej płodnej części środowiska), istniejące jakby poza gonitwą dat i premier. W gościnie u państwa Hultgren-Weber spędziłem kilka niezwykle miłych godzin.
Łukasz Warna-Wiesławski, 16 lutego 2012 o 19:45





Komentarze